Do bólu SZCZERZE o podróżowaniu z dzieckiem!

do bólu szczerze o podróżowaniu z dzieckiemSzczerze o podróżowaniu z dzieckiem.       

Niesamowite, niewiarygodne, wspaniałe- moje podróże z dzieckiem takie NIE są.

Podróżuję z Milą niemalże od samego początku. Samolotem, samochodem, pociągiem. Z partnerem i sama. Do znanych sobie miejsc i tych zupełnie nowych. Teraz jesteśmy z maleńką w trakcie niemal dwumiesięcznej podróży po Azji. Roczna dziewczynka oraz ja- jej styrana, choć nadal młoda mama.

Nie mam zamiaru kłamać: Myślałam, że będzie łatwiej.

Naczytałam się na cudzych blogach samych sielankowych obrazków wędrówki z dzieckiem. Dzieckiem, które nie wie co to jet lag, w podróży je to co podają na miejscu, nie urządza histerycznych scen w autobusach, nie rzuca się na podłogę w restauracjach, nigdy nie choruje, wszystko mu się podoba, a wizyty w muzeum fascynują je bardziej od placu zabaw.

Tablet? Żenujący brak pomysłów na zabawianie potomstwa. Dokarmianie chlebem i ciasteczkami? Kolejny przykład nieudolności rodzicielskiej. Załamanie rąk i wywrócenie oczami zamiast stanowczej reakcji, kiedy dzieciak po raz setny tego dnia urządzi scenę w miejscu publicznym, bo zamiast podać wodę w szklance podasz w kubeczku? Doskonały powód by głośno skomentować, że takie właśnie są skutki bezstresowego wychowania.
…Pozwólcie mi się poprawić, już lecę po kabel co by mojego roczniaka nieco zestresować.

Powiem Wam bez owijania w bawełnę jak wygląda moja podróż z niemowlakiem po Azji, samotnie, z niewielkim budżetem, bez cukierkowo słodkiej ściemy. Opowiem Wam szczerze po podróżowaniu z dzieckiem:

Moje dziecko przez pierwszych kilka dni po zmianie kontynentu cierpi na okrutny jet lag, jęczy w nocy, marudzi w dzień.

Moje dziecko nie je tego co jest, tylko to do czego jest przyzwyczajone. Czasem woli nie zjeść w ogóle niż zjeść coś, co nie jest croissantem, bagietką, ratatouille, czy fromage blanc (jednym słowem nie zje niczego, co nie ma na sobie nalepki „made in France”).

Moje dziecko nie lubi bardzo wysokich temperatur, które po prostu straszliwie ją męczą, więc muszę dostosować nasze aktywności do jej planu dnia, jej wytrzymałości, jej komfortu. Nie będę młodej na siłę ciągać w samo południe, w skwarze na plażę, ani wozić jej w wózku, którego budka zamienia go niemalże w saunę, ani przez kilka godzin zmuszać do siedzenia w knajpie, która dla dzieci nie ma do zaoferowania nic poza kilkoma mocno zaniedbanymi kotami.

Moje dziecko nie jest w równym stopniu co ja zafascynowe inną kulturą, zabytkami, architekturą, a spacer po ruinach NIE jest dla niej równie interesujący do czas spędzony na placu zabaw razem z innymi dziećmi. Rezygnuję więc czasem z własnych założeń, żeby sprawić przyjemność mojej córce. W końcu to też jej wakacje, a zabawa z innymi dziećmi oraz własne rozrywki należą się jej jak psu buda.

Moje dziecko ma swoje humory w domu, ma je też w podróży. Może być, dokładnie tak samo jak każdy dorosły, zmęczona, znudzona, sfrustrowana, zła z konkretnego powodu lub zupełnie bez, smutna, rozkojarzona, albo po prostu wstać lewą nogą. Problem polega na tym, że rzadko kiedy potrafi owe frustracje wprost pokazać, wytłumaczyć, uzasadnić. Jest zbyt mała.
Próbuję się więc domyślać. Z różnym efektem. Czasem rozumiemy się w mig, a czasem płaczę ze wściekłości pytając: „O co ci dziecko chodzi?! Dlaczego wiecznie się drzesz?!”. OBIE jesteśmy tylko ludźmi i nie zawsze potrafimy zapanować nad swoimi emocjami.

Moje dziecko potrafi doprowadzić mnie na skraj załamania nerwowego. Jednego dnia będzie rzucać jedzeniem, dostawać ataku histerii w miejscu publicznym, wrzeszczeć wniebogłosy tylko dlatego, że próbuję położyć się obok niej. Drugiego dnia od rana będzie posyłać obcym ludziom buziaki, ściskać mnie i całować, uśmiechać się do każdego, zaczepiać inne dzieci, grzecznie jeść, oczarowywać wszystkich dookoła. Jednym słowem: Jest człowiekiem, nie cyborgiem.

Mogę powiedzieć jeszcze więcej, szczerze o podróżowaniu z dzieckiem?

Przez 90% nie znoszę podróżować z moim niemowlakiem. NIE ZNOSZĘ. Młoda jest w takim wieku, że już chodzi, ale jeszcze bez celu, już je, ale jeszcze mało co, już chce się bawić, ale jeszcze nie bardzo potrafi, już wie czego chce, ale nie potrafi tego wytłumaczyć. W efekcie jestem często zmęczona, znudzona, wściekła.

Podróżując z dzieckiem widzę mniej, niż widziałabym podróżując solo. Wydaję więcej, ale mniej delektuję się każdą chwilą, mam więcej stresu, ale mniej przyjemności.

Czemu w ogóle o tym piszę?

Bo autentycznie WNERWIA mnie to wciskanie ludziom, że dziecko nic nie zmienia, że nadal mogą WSZYSTKO, że MUSZĄ nadal czerpać radość z tych samych rzeczy, że POWINNI uwielbiać swoje dzieci bez przerwy, że gdzieś tam, we wspaniałej blogosferze są równie wspaniałe dzieci, które nikogo nigdy nie wnerwiają. Nawet jeśli zaślepionych miłością rodziców nie wnerwiają, to już innych możliwe, że tak.
Moje dziecko na pewno sporo osób w podróży wnerwia. Bo jest, do kurny nędzy, normalnym dzieckiem. I te wszystkie inne, podróżujące dzieciaki też są do bólu przeciętne. Właśnie takie powinny być! Nie super hiper wytresowane małe mutanty o super mocach, bez jet lagu, złych humorów i kupy w najmniej spodziewanym momencie, tylko NORMALNE dzieci, z normalnymi trudnościami, potrzebami i organizmem.

Kocham moje dziecko.

Chcę zabierać je w piękne miejsca. Chcę pokazywać mu świat. Chcę by podróże miały na nie dobry wpływ. Chcę by było otwarte, grzeczne, uśmiechnięte. I pewnie w wielu momentach takie będzie. Ale nie zawsze.
Piszę to wszystko, bo uszami wylewa mi się propaganda uśmiechniętych dzieciaków-podróżników. Bo nie wierzę, że inne bobasy nigdy nie ryczą, nie działają na nerwy współpasażerom, nie dostają szału. Nie wierzę, bo ja takich dzieci w prawdziwym, nie internetowym życiu nie spotykam.

Piszę to wszystko, bo nie chcę by ktoś z czytelników mojego bloga, patrząc na zdjęcia z rajskich plaż i radosnego niemowlaka pomyślał, że tak to wygląda bez przerwy. Że to wszystko jest ultra łatwe. Że sam zrobi to samo i będzie idealnie, a słonko będzie wiecznie świecić.

Nie chcę, by ktoś zainspirował się nami, wyjechał w samotną podróż z niemowlakiem, a potem wył w poduszkę, bo przecież nie tak miało to wszystko wyglądać. Bo jest umęczony, bo w tej konkretnej chwili nie lubi swojego dziecka, bo radzi sobie gorzej niż uśmiechnięte rodzinki z internetu.

„To dlaczego jeździsz, skoro jest tak okropnie?” –już widzę te pytania.

Odpowiem Wam najszczerzej jak tylko potrafię:

Podróżuję z maleńką córką, bo jestem jej rodzicem i kocham podróże. Kochałam je zanim się urodziła i nadal kocham.

Podróżuję z maleńką córką, bo jestem jej rodzicem i nie wyobrażam sobie długiego rozstania, zostawiania jej bez mamy by realizować własne marzenia, stawiania najważniejszej dla mnie osoby na dalszym planie.

Podróżuję z maleńką córką, bo jestem jej rodzicem i nawet jeśli przez 99% czasu podróż byłaby utrapieniem, to ja i tak zapamiętam ten jeden, cudowny procent. Ten radosny chichot na plaży, głośne szczekanie na widok słonia, długie „łaaaaaaaaaał” patrząc na zachód słońca. To są momenty, które zostaną w mojej pamięci na zawsze. Wryją się w nią bardziej niż jakikolwiek dzień w domu, bo ich otoczenie będzie dla mnie niezwykłe.

Napisałam post „Szczerze o podróżowaniu z dzieckiem”, bo tego bloga czyta coraz więcej i więcej osób, a ja nie chcę udawać kogoś kim nie jestem, ani że wszystko co fajne przychodzi mi z łatwością. Nie chcę udawać, że moje dziecko jest lepsze od innych dzieci, życie barwniejsze, prostsze.

Większość z nas czasem nie lubi własnych dzieci. O cudzych nie wspominając.
Zwłaszcza, gdy brakuje nam pomocy z zewnątrz. Gdy nie mamy babci pod ręką, chętnej do pomocy przyjaciółki, rodziny, kasy na nianię, wypasione przedszkole, czas dla siebie, funduszy na wypasione hotele z atrakcjami dla dzieci. No kurde, co tu ukrywać, życie rzadko kiedy jest idealne.

I po to właśnie powstał ten tekst. Bo kocham swoje podróże, choć daleko im do idealnych. Bo kocham moją córkę, choć jak każdy człowiek ma wady. Bo kocham bycie mamą, choć czasem mam tak bardzo dość, że gdy dziecko wreszcie zaśnie, płaczę za zamkniętymi drzwiami łazienki. Ze zmęczenia, frustracji, rozczarowania, wściekłości na te wyidealizowane obrazki innych mam.

Im dłużej nad tym myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że w podróżach, dokładnie tak jak w życiu, najszczęśliwszym jest się zwiększając swoją wdzięczność za małe rzeczy, nie ustając jednocześnie w wysiłkach by żyło się nam trochę lepiej, a na wszystkie te rozczarowania dnia codziennego zwracać po prostu jak najmniejszą uwagę. Nawet jeśli ostatecznie puszczą nam nerwy gdzieś za zamkniętymi drzwiami łazienki.

Nie muszę być idealną matką, nie muszę mieć idealnych podróży, nie muszę być idealną osobą. Myślę, że w ogóle bym tego tak bardzo nie chciała, gdyby z każdej strony nie wciskało nam się kitu, że to w ogóle możliwe.

Szczerze o podróżowaniu z niemowlakiem piszę więc ja, bo ktoś, kurde, musi przerwać tę lawinę tęczowo-cukierkowej propagandy jak to podróż z dzieckiem to sama przyjemność, miód, cud i lukier. Chrzanić to, życie tak nie wygląda.

Próbuję być dość dobrą wersją samej siebie i to naprawdę wystarczy.

 

Recent Comments

  • Kacper
    09/10/2017 - 7:26 am · Odpowiedz

    Tak już jest ale my żoną też pomagamy wychowywać dziecko i próbujemy odciążyć trochę z tego wychowywania żeby nasze żony miały czas dla siebie ;) Dziecko zawsze przynosi zmiany.

  • Artur
    02/10/2017 - 11:22 am · Odpowiedz

    Ja tam nie wiem czemu tak narzekacie dziewczyny. Jak dla mnie dziecko to bardzo dobra wiadomość i zamiast narzekać powinniście się cieszyć trochę się zmieni ale na lepsze a potem tylko można być dumnym z naszego malucha

  • Marta
    02/10/2017 - 10:08 am · Odpowiedz

    No tak jest niestety, dziecko to same problemy na początku jak jest małe później jak podrośnie to jest w stanie o siebie zadbać ale na początku to trzeba pilnować i uczyć i dlatego zmienia się nasze zycie

  • Basia
    28/09/2017 - 7:52 am · Odpowiedz

    Też mam swojego malucha i też ciężko się z nim gdziekolwiek podróżuje ci co mówią że dziecko nic nie zmienia faktycznie nie wiedzą co mówią. U nas dziecko zmieniło wszystko, teraz już nie idzie korzystać z życia jak się chce tylko trzeba zawsze uwzględnić małego.

  • Marta
    20/09/2017 - 7:32 am · Odpowiedz

    Bardzo dobry i szczery artykuł tak jest i mnie też wnerwia to że inni i to częściej ci bez dzieci twierdzą że dziecko nic nie blokuje że nadal można się cieszyć życiem a tak na prawdę nie jest bo zmienia się wszystko o 180 stopni.

  • Magda
    08/05/2017 - 2:35 pm · Odpowiedz

    Świetny post! Nie czuję się kompetentna, żeby wypowiadać się w sprawie dzieci młodszych niż pięć lat, natomiast od roku jestem mamą i podróżowania z pięciolatkiem, a obecnie sześciolatkiem nie zamieniłabym na nic :) Serio! Synek daje nam dużego kopa do działania- wszystko go zachwyca, wszędzie wlezie, wszystkiego by spróbował. W samolocie automatycznie zasypia. Nie marudzi bardziej, niż w domu (a w zasadzie to nigdy, bo taki wesołek z niego). W planach na najbliższy rok mamy Amerykę i Azję (tak na własną rękę, nie wczasy w luksusowym hotelu ;) )
    A Milka jeszcze rok, dwa i będzie świadomie wszystko poznawała i podziwiała :) Uściski dla Was, Dziewczyny, jesteście bardzo dzielne!

  • Ania | Wrzosy w podróży
    01/05/2017 - 8:09 pm · Odpowiedz

    Podróżować zaczęłam jak tylko skończyłam 18. Dalekich wyjazdów nie mam na swoim koncie, bo ciągle odkładałam je na moment aż zwiedzę tą Europę, a trochę może ze strachu, że to tak daleko, że tak egzotycznie. Od 8 miesięcy jestem mamą, a tydzień temu wróciłam z pierwszego wyjazdu z dzieckiem. Byliśmy na Lanzarote i po tym jak moje dziecko znosiło upały, jak trzeba było się dostosować do jej rozkładu dnia widzę, że popełniłam najgorszy z możliwych błędów: nie zwiedziłam tego egzotycznego świata, gdy to było tak łatwe :D 3 x dłużej zwiedzaliśmy wyspę niż gdybyśmy z mężem robili to sami. Oczywiście nie żałujemy wyjazdu z dzieckiem, bo te pierwsze pokazywanie mu oceanu, palm, kąpiele w basenie itd wbiły się nam ostro pewnie już w pamięć i będziemy je wspominać, ale ten fakt, że trzeba mieć więcej kasy, robić wszystko wolniej, duuuużo wolniej i to zmęczenie związane ze skakaniem nad dzieckiem wzrastające chyba wykładniczo powoduje, że zaczynam wątpić w szybką realizację moich marzeń podróżniczych, zwłaszcza tych dalekich. Miło czytało się twój szczery wpis. Podziwiam za zabranie dziecka w taką podróż i trzymam kciuki by za jakiś czas było łatwiej! Kiedyś musi :)

  • Maciej
    05/04/2017 - 11:47 am · Odpowiedz

    hm.. Każde dziecko jest inne. Ja mam dokładnie odwrotnie z dziećmi niż przedstawione jest to w artykule a córka zaczęła w wieku 6 miesięcy i w wieku 6 lat ma już 38 lotów za sobą a syn zaczął w wieku 4 miesięcy od 2 dniowej podróży w jedną strone na Hawaje . Czasami lecieliśmy po 17 godzin 1 samolotem albo 2 dni w jedna stronę i ZERO marudzenia. Zawsze w podróży dzieci są grzeczniejsze niż w domu.. Córka jadąc na mazury 2h marudzi a będąc w dalszej podróży nigdy. Wspinaczka z niemowlakiem kilka km pod górę czy chodzenie po dżungli? Zero problemów. Ja mogę być przykładem tych wszystkich artykułów jak to pięknie jest z dzieckiem bo u mnie tak po prostu jest bez żadnego koloryzowania.

  • Natalia
    05/04/2017 - 9:11 am · Odpowiedz

    Dzięki za artykuł! Z moim prawie 3-latkiem czasem boję się jechać do koleżanki w odwiedziny, a co dopiero sama z nim na drugi koniec świata. Też mam dość lukru i zachwytów, jak to wszystko łatwo i prosto można z maluchem zrobić. Powoli wyjazdy z mężem i synkiem robią się łatwiejsze i sprawiają większą frajdę, ale do tego trzeba czasu, odwagi, motywacji i … dużo kukurydzianych chrupków. pozdrawiam

  • Monika
    04/04/2017 - 1:40 pm · Odpowiedz

    O super, że napisałaś taki post. My z mężem zastanawialiśmy się długo czy jechać z naszym małym synkiem na wakacje. Bo znaleźliśmy fajna ofertę na topdeals4travel i nie wiedzieliśmy jak to jest podróżować z takim małym dzieckiem. A bardzo byśmy chcieli pojechać gdzieś w trójkę. ;)

  • Ola
    03/04/2017 - 4:17 pm · Odpowiedz

    Nie mam dziecka i kocham podróże. Mimo wszystko czuję jakiś wewnętrzny lęk przed dalekimi wyjazdami. Więc szacun za odwagę. Naprawdę.

  • M
    03/04/2017 - 1:45 pm · Odpowiedz

    Karolina, gratuluję: odwagi do spełniania marzeń, do działania zamiast jedynie zalowania tego, co niezrealizowane, do bycia szczerym. Odrobinę Ci całej tej odwagi i motywacji zazdroszczę…:) Ale jednocześnie życzę Ci, żeby jej nigdy nie zabrakło, bo świetnie jest moc Cie czytać.
    Pozdrowienia!

  • Ada
    03/04/2017 - 12:59 pm · Odpowiedz

    Podróżuję z dzieckiem od prawie 7 lat, ale dalekie wyprawy zostawiliśmy na czas kiedy będziemy się w stanie z nim porozumieć 😉 i w sumie teraz jest dużo łatwiej niż wtedy gdy był bobasem ;-) Dziecko nie wywraca podróży „do górry nogami”, on nadaje im inną jakość :-P

  • Klaudia
    03/04/2017 - 11:42 am · Odpowiedz

    Karolina, jak wyruszałaś w podróż myślałam sobie: co tak naprawdę skłania Cię do podjęcia wielotygodniowego ultra ciężkiego, męczącego i frustrującego działania jakim będzie ta podróż. Myślałam o tym będąc w podróży z córką w wieku Twojej i synem 4 lata i mężem. Doszłam do wniosku, że to Twoja praca i w ten sposób zarabiasz, tak samo jak właściciele innych blogów, którzy opisują w bajeczny sposób swoje wyprawy. Nie zawiodłaś mnie i po raz kolejny pokazałaś w tym poście swoją szczerość i prawdziwość. Wiedziałam, że to napiszesz:) i myślę, że właśnie te wpisy kreują Twoją markę i ze względu na tę prawdziwość Twój blog zdobywa ogromną popularność. Powodzenia i wytrwałości!

  • Opop
    03/04/2017 - 10:38 am · Odpowiedz

    Po co ciągac takie dziecko na wycieczki.?
    Przecież to logiczne ze to RODZIC egoistyczne myśli ciągajac swoje potomstwo tu i tam, chcąc zwiedzać świat // dziecko nie ma tu zadbek przyjemności na tym etapie życia – ono chce tylko być bezpieczne i z rodzicami /// a jak będzie starsze można z nim podróżować,

  • Weridiana
    03/04/2017 - 10:27 am · Odpowiedz

    Dzięki wielkie za post sugar free!!! Mam 4 letniego malucha i rozumiem Cię doskonale :D W tamtym roku wybrałam się z nim po raz pierwszy na tydzień do Szkocji, wcześniej tylko podróżowaliśmy do rodziny, więc było nieco łatwiej z pomocą cioć i dziadków. Plusem wyjazdu były noclegi u koleżanki, ale cały dzień i tak byliśmy sami poza domem. I muszę teraz z perspektywy paru miesięcy powiedzieć, że mimo właśnie takich ciężkich chwil, wkurzania się na młodego i na samą siebie, że się wkurzam, mamy oboje fajne wspomnienia z tego wyjazdu :) Szkocja, a raczej Edynburg wbiły mu się mocno w pamięć, wspomina ciągle chwile tam spędzone i prosi by jeszcze raz tam pojechać, bo tęskni za Szkocją. Ale też pyta, a kiedy pojedziemy do Londynu (Big Bena trzeba zobaczyć), a kiedy Neapol i Pompeje (Wezuwiusz czeka), a kiedy….??? Jeden wyjazd i już bakcyl złapany :) I właśnie to daje sporo siły, ta jego ciekawość świata, zjawisk naturalnych, architektury, by planować kolejne podróże. Twoja mała też taka będzie, szybciej niż myślisz. A jej humory zwalaj na skoki rozwojowe, przy tak ogromnej ilości bodźców zewnętrznych jej mózg wprost szaleje od ogromu informacji. Nam pozostaje tylko uczyć się cierpliwości i brać to co jest dookoła. A te wysokie wymagania, by być super mamą włóżmy między bajki. I spalmy, by nikt ich więcej nie czytał :D
    Pozdrawiam serdecznie !

  • ola
    03/04/2017 - 10:07 am · Odpowiedz

    Mimo że nie mam dziecka a moje podróże nawet w 1% nie są takie jak Twoje to za 3 ostatnie akapity chylę czoła. Myślę, że dostarczasz niesamowitej motywacji i dodajesz otuchy nie tylko mi,ale wszystkim czytelnikom. I może to zabrzmi trywialnie, ale szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, więc nie zwracaj uwagi na innych i rób to co kochasz :D trzymam kciuki!

  • MS
    03/04/2017 - 9:56 am · Odpowiedz

    Świetny tekst, niewiele osób potrafi tak szczerze napisać o swoich odczuciach podczas podróży z dziećmi. My podróżujemy z 4 dzieci, dwoje nastolatków i dwoje lat 7 i 5 obecnie. Nie stać nas na odległe podróże, więc ograniczamy się do Europy, a i tak cieszymy się, z tego co mamy. Śpimy najczęściej na kempingach w mobile home’ach lub namiotach. Budżetowo, ale fajna alternatywa dla tych co lubią baseny, swobodę i zwiedzanie ( wybieram kempingi blisko miejsc, które JA muszę zobaczyć ;) ) . Staram się na swoim blogu nie poruszać trudnych tematów, bo nie raz naczytałam się w sieci o rodzicach, którzy nie radzą sobie z dziećmi w samolocie, muzeum, czy restauracji. No cóż ja też sobie często nie radzę. Jednak każde z nich ma swój charakter, swoje potrzeby, swoje zainteresowania i dogodzić każdemu z nich bywa nam ciężko. Nie raz usłyszałam w podróży od moich dzieci, że jestem ciągle „angry”. No kuźwa jestem, często jestem, szczególnie jak chce coś zrobić razem, a każdy chce czegoś innego. Oni mają swoje baseny i atrakcje na kempingu, ale zwiedzamy razem ( odpuszczam muzea, zamki, wystawy itp- dzieci to nie inetreresuje). I wiesz co jest w tym wszystkim pięknego? Każde z nich ma już podróżnicze marzenia. Marzeniem mojej młodszej córki było podtrzymać Krzywą Wieżę, udało nam się spełnić jej marzenie w zeszłym roku. Jej radość…bezcenny widok. I Ty tak będziesz miała z Milą. Gena nie wydłubiesz ;) , ja mam gen podróżowania po tacie, Twoja córka ma po Tobie. Spełniaj swoje marzenia, nie czytaj i nie słuchaj rad dobrych cioć i wujków. Po prostu rób swoje, Twoja córka będzie Ci za to kiedyś wdzięczna. I za kilka lat powie do Ciebie..”mamuś a pamiętasz jak byłyśmy…” . I to będzie ta nagroda, za te wszystkie angry, tired i inne złe dni.

  • Natalia
    03/04/2017 - 9:41 am · Odpowiedz

    Czytam Cię od dłuższego czasu i coraz bardziej podziwiam Cię za to, że dalej podążasz za swoimi marzeniami pomimo wszystkich „przeciwności losu”. I uwielbiam Twoją szczerość :) Oby więcej takich autentycznych, inspirujących i odważnych osób jak Ty! (Btw w przyszłości chciałabym być taką mamą jak Ty ;))
    Pozdrawiam i powodzenia w dalszej podróży!

  • Martyna
    03/04/2017 - 9:40 am · Odpowiedz

    Jesteście super dzielne. Obie. Moja córka za tydzień kończy roczek i czasem wspólne wyjście do sklepu wydaje sie wyprawą na koniec świata.
    O rodzicielstwie trzeba mówić szczerze. Mimo ze wiąże się to z częstymi nieprzyjemnymi komentarzami.
    Najwięcej do powiedzenia mają bezdzietni: )

    Bawcie sie dobrze! Na spokojnie, prawdopodobnie nie uda się zrealizować wszystkich celów podróży. Ale przecież nie to jest najważniejsze.
    Powodzenia!!

  • Ola
    03/04/2017 - 9:35 am · Odpowiedz

    Czytając blogi i artykuły o podróży z dziećmi zawsze się zastanawiałam, gdzie ci ludzie te dzieci znaleźli i co oni zrobili, że te dzieci zawsze takie szczęśliwe, uśmiechnięte, zadowolone i cukierkowe. Bo moje – nianią jestem, nie mamą – to takie małe upiorki przez większość czasu. W egzotycznej restauracji by jadły tylko frytki i chicken nuggets, w muzeum wrzeszczą i biegają, w zabytkowym kościele odprawiają własne egzorcyzmy, wiecznie im za gorąco albo za zimno, wszędzie nudno i nieciekawie. Oczywiście tak się przynajmniej wydaje. Bo potem mają dobry dzień i śmieją się i są urocze, zachwycają się nowością, maszerują kilometrami i są małymi aniołkami. Dziękuję, że podzieliłaś się tym swoim doświadczeniem i napisałaś prawdę. Wreszcie nie czuję się, jakbym robiła coś źle :)

Leave a Comment

%d bloggers like this: